6.05.2015

Rozdział 10

Byłam już praktycznie naszykowana na dzisiejszą imprezę charytatywną. Tak bardzo się stresuje, tym bardziej że ma przyjść Harry. Pamiętam czasy kiedy tak bardzo stresowałam się przed Louisem, niestety one już dawno minęły. Spojrzałam w lustro i wyglądałam przyzwoicie. Wyszłam z pokoju i udałam się do kuchni gdzie była Barbara.
- Chce panienka się czegoś napić przed wyjściem ?- Spojrzałam na kobietę i pokiwałam głową na znak że tak. Nie musiałam nawet mówić co chce, ponieważ nie minęła chwila a kobieta podała mi szklankę soku pomarańczowego. Wypiłam duszkiem całą zawartość i oddałam kobiecie szklankę. Liam właśnie zszedł poprawiając swoją koszulę. Kurwa gdyby on nie był moim bratem z chęcią bym się z nim umówiła, jest naprawdę bardzo przystojny i gorący, więc dziwie się że jeszcze nie znalazł tej odpowiedniej kandydatki.
- Hope musimy już iść. – Powiedział a ja przytaknęłam. Wyszliśmy z posiadłości i wsiedliśmy do auta, w którym siedział nasz kochany szofer Chris a właściwie mój szofer. Droga na całe szczęście nie była długa więc po jakichś 10 minutach byliśmy na miejscu. Oczywiście nie obyło się bez paparazzi którzy cały czas robili nam zdjęcia i zadawali mnóstwo pytań typu czy już się lepiej czuje, czy Louis zostanie skazany. No właśnie nie wiem, czy go skażą ale na pewno już założyłam sprawę o uprowadzenie i przetrzymywanie. Gdy znaleźliśmy się w środku mogłam odetchnąć z ulgą ponieważ zobaczyłam w oddali Blue i jej chłopaka Zayna. Oni razem co najmniej wyglądali uroczo.
- Blue – Zawołałam a przyjaciółka spojrzała się w moją stronę. Uśmiechnęła się szeroko i podbiegła przytulając się.
- Wyglądasz obłędnie w tej sukience którą dla ciebie wybrałam. – Powiedziała, a ja się zarumieniłam.
- Dziękuję, ty też ślicznie wyglądasz. – komplementowałam dziewczynę, a w tej samej chwili przyszedł do nas Zayn.
- Wiecie teraz dziwnie czuję się przy was kiedy nie ma Louisa. – Zaśmiałam się wraz z przyjaciółką.
- Znajdziesz sobie kogoś lepszego niż on. – Wywrócił oczami Zayn.
- Zayn chcę ci tylko przypomnieć, że się z nim przyjaźniłeś. – Powiedziała Blue. Mulat chciał coś powiedzieć, ale usłyszeliśmy głos który kazał udać się do stolików.
Ogólnie rzecz biorąc zaczęła się licytacja typu jakieś perfumy, biżuterię czy wycieczki. Wyszło na to że wylicytowałam wycieczkę do Los Angeles dla 6 osób na tydzień, byłam z tego bardzo zadowolona ponieważ będę mogła wreszcie pojechać na wakacje.
- Jak na razie to na tyle za 30 minut będzie można wylicytować taniec lub kolację z paniami. – Po tych słowach odeszłam od stołu i poszłam do bufetu po przystawki. Ale gdy już tam dotarłam zmieniłam zdanie i nalazłam sobie pysznego wina do kieliszka odwróciłam się i oparłam o stół abym mogła mieć lepszy widok. Napiłam się a do sali wszedł nie kto inny jak sam Harry bóg seksu Styles. O kurwa.

5.05.2015

Rozdział 9


*3 dni Później*
- Nareszcie w domu. – Powiedziałam przekraczając próg domu. Poczułam zapach pieczonego sernika, mmm pycha. Weszłam do kuchni gdzie stała Angelika, a gdy tylko mnie zauważyła przybiegła do mnie i przytuliła mocno.
- Panienko Payne tak bardzo się cieszę że wróciłaś cała i zdrowa. – Kobieta nie mogła powstrzymać łez ponieważ po chwili zaczęła płakać.
- Angeliko już wszystko dobrze, nie płacz. Przygotowałaś mi coś pysznego do jedzenia ? – Zapytałam ponieważ umierałam z głodu, szpitalne jedzenie wcale nie jest takie dobre.
- Oczywiście. Sernik się piecze, a wcześniej przygotowałam ulubioną sałatkę z kurczaka. – Powiedziałam szukając jej w lodówce. Po chwili pojawiła się z talerzem sałatki i sokiem pomarańczowym.
- Kocham Cię. – Powiedziałam do kobiety i zaczęłam jeść. Spojrzałam na Liama który uważnie mi się przyglądał a właśnie, muszę się zapytać czy rozmaił z Harrym.
- Rozmawiałeś z Harrym ? – Zapytałam z pełną buzią mimo że to nie kulturalne.
- Tak, był zachwycony twoim zaproszeniem i powiedział że zjawi się jeśli tylko chcesz. – Usiadł naprzeciwko mnie i też zaczął jeść sałatkę.
- Serio tak powiedział ? – Byłam całkowicie poważna.
- Oczywiście że nie. Tak serio to był zakłopotany. Stwierdził że to jego praca. – Wyglądał jak by serio się tym przejął.
- Powiedziałeś mu coś ? – Liam zawsze starał się robić to o co go poprosiłam. Mam nadzieje że teraz też tak jest.
- Tak, powiedziałam że w podzięce ode mnie zapłacę mu, a ty go w podzięce zapraszasz na imprezę charytatywną. – Spojrzałam na niego, kiedy ten brał łyka napoju ze szklanki.
- No i jaka jest odpowiedź ? – Byłam zdenerwowana, oczywiście że nie chcę mu się narzucać, ale on uratował mnie, za co jestem mu bardzo wdzięczna i nie obchodzi mnie to że akurat taką ma pracę.
- Powiedział że jeśli zależy ci na jego obecności to przyjdzie. – Tak, Teraz tańczę swój taniec zwycięstwa.
- Już nie mogę się doczekać. – przerwałam i właśnie dotarło to do mnie że to już jutro.
- O boże to już jutro, a ja nie mam sukienki. – Zaczęłam panikować. Nagle usłyszałam śmiech Liama.
- Spokojnie, Blue już o tym pomyślała, więc nie masz się czym martwić – Naprawdę bardzo śmieszne.
- Co mi kupiła ? – Wróciłam na swoje miejsce.
- Czerwoną krótką sukienkę. – Wstał od stołu i odłożył talerze do zmywania.
- Jest w twoim pokoju, a teraz wybacz ale muszę iść do biura załatwić wszystkie formalności. – Powiedział i wyszedł z kuchni. Westchnęłam. Mój brat jest tak bardzo zapracowany, że tak naprawdę nie ma czasu aby spędzić go ze mną, a co dopiero iść kogoś poznać. Oczywiście staram się jak tylko potrafię, chodzę na różnego rodzaju konferencje, czytam listy, wybieram najlepiej dochodowe oferty, tak więc nie miałam normalnego życia nastoletniego. Nawet kiedy nasi rodzice żyli, byliśmy pod ich presją bo przecież gazety mają nas na oku. Ja na przykład bardzo bym chciała iść na studia, ale nie mogę ponieważ Liam sobie sam nie poradzi. On skończył marketing, zarządzanie i hotelarstwo więc zna się na tym, ale sam musiał mi dawać 2 miesięczny kurs abym wiedziała jak mam mu pomóc. Już nie mam normalnego życia. Wyjęłam swój telefon i zrobiłam sobie selfie wstawiłam zdjęcie na instagrama z podpisem
,, Już jestem w domciu, i na całe szczęście wszystko jest porządku ‘’

Kolejny rozdział jutro. Mam nadzieje że się podoba ;)

3.05.2015

Rozdział 8


Hope POV:
Leżałam na łóżku i wpatrywałam się w cholernie przystojnego mężczyznę, który mnie uratował. Jeszcze w życiu nie widziałam tak niewyobrażalnie seksownego mężczyzny. Louis w porównaniu z Harrym, no właśnie po miedzy nimi nie ma porównania.
- A mówią że o między miłością, a nienawiścią jest bardzo cienka nić. – Zaśmiał się, a ja uśmiechnęłam. Nie mogłam tego nie zrobić.
- Hope. – Usłyszałam głos wbiegającego mojego brata na salę.
- Liam – Uśmiechnęłam się, kiedy go zobaczyłam usiałam na łóżku, a w moich oczach pojawiły się łzy, tak dawno go nie widziałam. Przytulił mnie bardzo mocno.
- Nigdy więcej mnie nie opuszczaj. – Wyszeptał, a ja się zaśmiałam.
- Wtedy pójdziesz do detektywa Stylesa i karzesz mu mnie poszukać, jestem pewna że znów mnie znajdzie. – powiedziałam zawstydzając mężczyznę, ale i tak wybladł bardzo przystojnie.
- Taka moja praca Hope, a teraz bardzo przepraszam, ale muszę wracać do biura. Liam jak coś to przyjdź wtedy ci wszystko wyjaśnię i pogadamy. – Pożegnali się a detektyw wyszedł. 
- Tak bardzo się o ciebie martwiłem. – powiedział siadając na krześle
- Gdybym tylko miała jak do ciebie zadzwonić, na pewno bym to zrobiła, ale oni trzymali mnie zamkniętą najpierw w piwnicy, a gdy zobaczyli że mam gorączkę byłam na górze, cały czas zamknięta. – powiedziałam czując jak w moich oczach zbierają się łzy.
- Kto cię przetrzymywał ? – bardzo dobre pytanie braciszku.
- Kevin i Louis. – Powiedziałam, brunet nie wyglądał jak by mi wierzył.
- Louis ? Przecież on codziennie przychodził i pytał się czy coś wiadomo.
- On jest świetnym aktorem Liam, też się kiedyś nabrałam na jego grę.-  Tak Louis świetnie ściemnia, kiedyś posądzałam go o zdradę to zaczął się wykręcać, na całe szczęście mnie kochał i nie zrobił nic głupiego.
- Zabiję go. – Wymamrotał.
- Liam, daj spokój nie warto. Odpowie za to w sądzie. – Powiedziałam pewna siebie.
- pozwiesz go ? – Wyglądał jak bym powiedziała że kosmita jest za nim.
- Oczywiście że tak Liam, on mnie przetrzymywał miesiąc, przez niego mogłam zginąć. Więc nie pieprz mi tu. Co z tego że go kochałam i że byłam z nim zaręczona. Nie ujdzie mu to płazem. – Co on sobie w ogóle wyobrażał. To był najgorszy miesiąc w moim życiu.
- No a jak podziękujemy Haremu ? – przerwałam chwilę ciszy po między nami.
- Zapłacę mu 20 tysięcy. – To dużo, ale nie pozbędę się go tak szybko.
- Zaprośmy go na sobotnią imprezę charytatywną. – Uśmiechnęłam się.
- Podoba Ci się Harry, prawda ? – Szybki jest.
- Tak, a wydaję się miły no i nigdzie nie wyjeżdża. – Uśmiechnęłam się Harry wydaje się być inny niż reszta ludzi, w sumie nie wiem ile on ma lat ale nie może być starszy od mojego 25 letniego brata.
- Liam, ile Harry ma lat ? – Wyrwało mi się, a niech to szlag.
- 24 ale nie jestem pewny. – Spojrzałam na brata, był blady i miał wory pod oczami, ale wcale mu się nie dziwię. Też bym się o niego martwiła.
- Hope. – Usłyszałam głos mojej najlepszej przyjaciółki Blue. Wbiegła do sali a zaraz za nią Zayn.
- Tak bardzo się o ciebie martwiliśmy, nigdy więcej nas tak nie strasz. – przytuliła się do mnie, odwzajemniałam jej uścisk, ponieważ dawno jej nie widziałam.
- Dobrze tylko nie ściskaj mnie tak, bo mnie udusisz. – Powiedziałam do blondynki, a ta poluzowała uścisk.

Kolejny rozdział już we wtorek. 

30.04.2015

Rozdział 7

Byłem w swoim biurze i czekałem na policjantów, kiedy wreszcie dotarli, pojechaliśmy do znajomego Louisa, gdzie prawdopodobnie jest przetrzymywana Hope. Wysiadłem z auta i na początek poszedłem sam. Zapukałem grzecznie, nie musiałem długo czekać ponieważ w drzwiach ukazał mi się blondyn średniej wysokości.
- W czym mogę pomóc ? – Zapytał zaspanym głosem.
- Mam nakaz rewizji, więc przesuń się. – Wszedłem do mieszkania, w salonie ani w kuchni jej nie było, wszedłem na górę i sprawdziłem tam każde pomieszczenie, Weszłam do piwnicy, ale tam tez ani śladu, no Louis jesteś mądrzejszy niż się tego spodziewałem
- Widziałeś ją ? – pokazałem chłopakowi zdjęcie a on się zaśmiał
- Widziałem 4 miesiące temu kiedy się z nią widziałem. – powiedział.
- Kiedy dokładnie nie wiem, to było cztery miesiące temu, a teraz możecie już wyjść nie ma jej tu. – Powiedział od niechcenia, a ja tak czy owak musiałem opuścić jego dom. Mogłem się spodziewać że ją stąd zabierze, ale musiałem do niego jechać. Droga była szybka i kiedy dojechałem na miejsce, chciałem zapukać ale drzwi mi otworzył Louis.
- A dokąd się wybierasz ? – Zadałem chłopakowi pytanie, zmieszał się.
- Do kiosku, papierosy chciałem kupić. -  Stwierdził
- Zanim pójdziesz mam nakaz rewizji więc muszę przeszukać twoje mieszkanie. – Wszedłem do środka, Tomlinson chyba nie był zadowolony z tego. Byłem w salonie i kuchni wszedłem na dół ale w piwnicy tez jej nie było, Poszedłem na górę obeszłam wszystkie pokoje. Teraz miałem wejść do środka ale drzwi były zamknięte. Dobrze że miałem wsuwkę więc otworzyłem zamek. Na łóżku leżałam dziewczyna, a mianowicie Hope. Była blada jak trup i była przykryta kołdrą. Odkryłem ja delikatnie, ale nie widziałem żadnych śladów po molestowaniu czy jakimkolwiek znęcaniu się nad nią.
- Louis ? – Wymamrotała dziewczyna kucnąłem przed nią i sprawdziłem temperaturę, ale nie wskazywało na to że ma gorączkę.
- Już dobrze Hope, ze mną jesteś bezpieczna. – Wzięłam ją na ręce a brunetka otworzyła oczy ?
- Kim jesteś ? – Bąknęła pod nosem.
-Jestem Harry i zabieram Cię do domu. – Cóż w sumie to do szpitala, bo marnie wyglądasz.
- Kochałem ją, była dla mnie wszystkim, ale zostawiła mnie i złamała mi serce. Nie chciałem jej zrobić krzywdy, ja po prostu chciałem ja mieć dla siebie już na zawsze. – Louis był zdruzgotany, może i chciał dobrze, ale to nie jest rozwiązanie.
- Pojedziesz z chłopakami na przesłuchanie do komisariatu, a ja zawiozę ją do szpitala. – Chłopak przytaknął, wiec zabrał się z policją. Ja zaś położyłem dziewczynę na tylnym siedzeniu mojego samochodu i ruszyłem prosto do szpitala. W między czasie zadzwoniłem do Liama.
- Słucham ?- W jego głosie było można wyczuć obawę o złe wieści w końcu od miesiąc piszą w gazetach że zaginęła córka miliarderów.
- Mam dobre wieści. – Powiedziałem do chłopaka.
- Naprawdę. Jakie ? – Mogłem usłyszeć jak się niecierpliwi.
- Znalazłem ją, a teraz jadę do szpitala centralnego w Londynie. – Uśmiechnąłem się mówiąc to.
- Co jej się stało ? – Mogłem usłyszeć że już śpieszy się do wyjścia.
- Jest wycieńczona ale wyjdzie z tego, zobaczymy się na miejscu. – Rozłączyłem się.
******
Dziewczyna leżała na Sali była już podłączona do całej aparatury, była odwodniona i zmizerniała od nie jedzenia. Siedziałem na krześle czekając na Liama, a w tym czasie mogłem zobaczyć jak dziewczyna śpi, wygląda naprawdę pięknie.
- Gdzie ja jestem ? – Zapytała tak cicho że Ledo ją usłyszałem.
- W szpitalu. – Poinformowałem dziewczynę, poprawiając się na krzesełku, farbowana brunetka spojrzała w moją stronę i najwidoczniej się zdziwiła moją obecnością.
- Kim jesteś ? – Zapytała, mimo że już jej się przedstawiłem zrobię to ponownie.
- Jestem detektyw Harry Styles. Twój brat zlecił mi ciebie odszukać. Twój były narzeczony jest bardzo mądry.
- Chyba raczej idiotycznie głupi, skoro mnie uprowadził. Nienawidzę go. – Powiedziała już pewniej.
- A mówią że po między miłością a nienawiścią jest bardzo cienka nić. – Zaśmiałem się, a dziewczyna uśmiechnęła się.

Kochani kolejny rozdział już w niedziele ;)

28.04.2015

Rozdział 6



* Miesiąc później*

Harry POV :
Od miesiąca próbuję odnaleźć Hope, ale jak na razie bez skutecznie. Staram się jak mogę ale nie mam żadnej poszlaki która by mi jakoś pomogła, śledziłem wszystkich, Liama, Blue, jej chłopaka Zayna. Dziś wychodzę za Louisem. Wyszedłem z biura jak burza, żeby dojechać na jego trening. Na całe szczęście dojechałem na czas, w tym samym czasie Louis wsiadł do swojego samochodu. Ruszyłem za nim, jechał na obrzeża Londynu, jak się domyślam albo do siebie, albo do Payna. Moje przeczucia mnie nie myliły bo przyjechał do posiadłości Liama. Wyszedł z auta i wszedł do domu. Siedział tam z dobrą godzinę, ale to chyba normalne, że rozmawiają o Hope i starają się coś ustalić.
Gdy wyjechał pojechałem za nim. Dojechaliśmy na Evenlay Road gdzie mieszka Tomlinson. Z tego co mogłem zobaczyć, wziął prysznic, zrobił sobie obiad i przebrał się. W ciągu tych dwóch godzin zrobił dość dużo. Przysypiałem kiedy usłyszałem ryk silnika, ogarnąłem się i postanowiłem pojechać. Jechał wolno. Po drodze wstąpił do starbucksa i kupił 3 porcje jedzenia i kawy. Jechał w nieznanym mi kierunku. Pojechała na obrzeża Londynu jakieś 20 minut drogi od Tomlinsona. Wysiadł z samochodu wraz z jedzeniem które kupił. Wszedł do salonu bo światło się zapaliło. Wziąłem lornetkę i zobaczyłem że rozmawia z jakimś mężczyzną. Mogę się domyślać że to ktoś znajomy. Wyszli z salonu i zniknęli gdzieś. Wyszedłem z samochodu i poszedłem na tyły mieszkania, Światło się paliło na pierwszym piętrze, ale były pozasłaniane okna więc nie wiem kto dokładnie tam był. Wiem tyle że była tam dziewczyna w kitce niższa od chłopaka z którym najwyraźniej się kłóciła. Nie wiedziałem że Louis się z kimś spotyka, myślałem że kocha Hope. O kurwa a co jeśli to ona, zadzwonię do Louisa może odbierze i wtedy się dowiem. Wziąłem telefon i wróciłem do samochodu. Wybrałem jego numer, odebrał po dwóch sygnałach.
- Słucham. – Był zdenerwowany lub speszony.
- Chciałem tylko powiedzieć że dzwoniłem do Liama i jeszcze nic takiego nie znalazłem. – Wymamrotałem. Nagle usłyszałem walenie w drzwi.
- Louis idioto wypuść mnie stąd. – Czy to Hope ?
- Zamknij się kobieto prowadzę rozmowę. – Wrzasnął.
- Ratunku – Dziewczyna krzyczała a ja usłyszałem jak Louis klnie coś pod nosem.
- Przepraszam to moja przyjaciółka. – Kłamiesz, wiem że tak.
- Rozumiem, jak coś będziemy w kontakcie. – Powiedziałem do chłopaka na co przytaknął i się rozłączył. No i sprawa rozwiązana teraz tylko muszę rano przyjechać z moimi ludźmi i zabrać stąd dziewczynę. Taki wielce zakochany, a porywa własną dziewczyną to bez sensu, nie daj boże on ja tam molestował lub coś. Zabije skurwysyna. Zaraz po tym zdenerwowany Louis wyszedł z mieszkania i pojechał. Pojechałem za nim, ale wrócił do swojego domu i a ja minąłem go i pojechałem do siebie.
Gdy robiłem kolację zadzwoniłem do kilku moich znajomych policjantów z którymi współpracowałem zgodzili się zrobić jutro akcję. Nie dzwoniłem jeszcze do Liama bo nie chcę robić mu złudnej nadziei bo w sumie nie jestem pewny czy to ona na sto procent.
Byłem strasznie zmęczony, więc położyłem się spać. Rano musiałem być perfekcyjny, aby wszystko było idealnie.


Kochani kolejny rozdział w czwartek na dobry początek weekendu majowego

26.04.2015

Rozdział 5



Louis POV:
Przyjechałem do Kevina, aby zobaczyć się z Hope. Wszedłem do domu, a z kuchni wyszedł mój przyjaciel.
- Louis nie jest z nią za dobrze. – Był wystraszony, tak samo jak i ja. Odkąd tu przyjechała mój przyjaciel powiedział że nic nie zjadła.
- Co jej jest ? – Zapytałem
- Ma wysoką gorączkę i nie wygląda najlepiej. – Podał mi kluczyk które wziąłem. Poszedłem na górę do dziewczyny. Wszedłem do środka, leżała.
- Jak się czujesz kochanie ? – Zapytałem dziewczyny, bardzo się o nią martwię.
- Nie powinno cię to interesować. – Odpyskowała. Mogłem zobaczyć że jest rozpalona.
- Ale interesuje. – Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do łazienki.
- Co ty robisz ? – Krzyknęła. Kiedy zacząłem ją rozbierać.
- Chce cię umyć. A sama nie jesteś wstanie tego zrobić. – Próbowałem jej przetłumaczyć, że powinna to zrobić. Ciepła kąpiel dobrze jej zrobi.
- Ale ja nie chcę, żebyś mnie kąpał a tym bardziej rozbierał. – Była zła, ale ja chcę dla niej jak najlepiej.
- Kochanie, ale to nie tak że nie widziałem cię nagiej. Wiec pozwól mi się wykąpać. – Wiem że nie ma argumentu na to co powiedziałem, bo nie raz spaliśmy ze sobą i nie raz wiła się pode mną z przyjemności jaką jej dawałem.
- Dobra ale, streszczaj się. – Powiedziała zezłoszczona, wiedziałem że się zgodzi.
Gdy rozebrałem dziewczynę włożyłem ją do wanny. Umyłem każdy cal jej pięknego ciała. Jest piękna i w dodatku cała moja. Skończyłem, wytarłem dziewczynę i założyłem jej czyste i suche ubrania. Zaniosłem ją  powrotem do pokoju.
- Chcę wrócić do domu. – Powiedziała stanowczo.
- Wiem że chcesz, gdybyś ze mną nie zerwała nadal byś tam była. – Odpowiedziałem szorstko.
-  Więzienie mnie w domu nic ci nie da. To nie sprawi że zmienię zdanie o powrocie do Ciebie. – Odwróciła się plecami w moją stronę, zawsze się słodko zachowuje kiedy jest na mnie obrażona.
- Da ci nauczkę, na przyszłość, aby się mną nie bawić. – prychnąłem.
- Co ci to da Louis ? – Spojrzała kiedy miałem wyjść z pokoju. Czy ona musi być taka niemożliwa ?
- Mi nic, to nawet nie wyleczy mojego złamanego serca, ale ty poczujesz się choć w połowie tak jak ja. – Było mi przykro że tak muszę się do niej zwracać ale ona nie daje mi wyboru. Kocham ją, niestety wiem że gram na czas. Ona już do mnie nie wróci, ale nie wiem co mam już robić. Schodząc na dół spojrzałem na moją tapetę. To moje ulubione zdjęcie jakie zrobili nam paparazzi. To było gdy wracaliśmy z przyjęcia zaręczynowego. Oboje wtedy byliśmy cholernie szczęśliwi, szkoda że już tak nie jest. Wszystko spieprzyłem.
- I jak wszystko ok. ? – Kevin wyrwał mnie z rozmyśleń.
- Umyłem ja i przebrałem, Zobaczymy jak będzie się czuła jutro. – Przyjadę mniej więcej o tej porze. – powiedziałem do przyjaciela który odprowadził mnie do drzwi.
- Jasne, trzymaj się stary. – Poklepał mnie po ramieniu a ja wyszedłem z mieszkania blondyna.

Tak się zapowiada 5 rozdział komentujcie bo nie wiem czy się podoba ;)

24.04.2015

Rzodział 4


Liam POV:
Próbowałem się skupić na pracy, ale odkąd Hope zaginęła nie potrafię robić nic innego niż tylko myśleć czy nic jej się nie stało. W tamtym roku już straciłem rodziców, nie chcę i w tym roku stracić siostry. To jedyna bliska osoba która mi została. Mój personel mnie pocieszał, a nawet martwił, ponieważ jesteśmy jak ich rodzina i niektórzy pracują u nas odkąd tylko pamiętam. Usłyszałem pukanie do mojego biura, które miałem w naszym domu.
- Proszę. – Odpowiedziałem. Kobieta w podeszłym wieku nasz gosposia pani Angelika wychyliła głowę za drzwi.
- Panna Madison i pan Malik przyszli. Czekają w salonie. – Poinformowała mnie, czekając na odpowiedź.
- Już do nich idę. – Powiedziałem a kobieta zniknęła. Wziąłem swój telefon i wyszedłem z biura.
Gdy dotarłem do salonu nasi przyjaciele siedzieli przy stole.
- Cześć. – Powiedziałem do nich. Oboje stali z Zanem podałem sobie ręce a Blue pocałowałem w policzek
- Były jakieś wieści ? – Zapytał mulat. Pokiwałem przecząco głowa.
- Louis pojechał na przesłuchanie do Stylesa. Mam nadzieje że to jakoś pomoże. – Powiedziałem. Wszyscy jesteśmy załamani.
- Louis też ma ciężko. Biedaczek załamał się po jej zniknięciu. – Odezwała się Blue. Dziewczyna jest w wieku mojej siostry i znają się od piaskownicy, razem się wychowały, więc są dla siebie jak siostry.
- Powiedział że po treningu przyjdzie. – Było mi szkoda Louisa, lubiłem go tym bardziej że był dobry dla Hope. Kochali się i zawsze razem z mamą stawaliśmy w ich obronie przed ojcem. Nie rozumiem czemu z nim zerwała, bardzo się kochali. Powinni teraz ustalać datę ślubu, a nie być z połamanymi sercami tym bardziej że moja malutka ukochana siostrzyczka zaginęła.
- Będzie dobrze. Hope się odnajdzie. Jestem pewny że sama znajdzie sposób na to aby się wydostać stamtąd gdziekolwiek teraz jest. – Zayn był chłopakiem Blue od dwóch lat. Jest naprawdę świetnym facetem i tylko młodszym ode mnie o dwa lata. Widać ze się kochają a Zayn nie pozwoli jej tak szybko odejść.
- Chciałbym, aby się odnalazła i nareszcie była z nami. – Teraz wszystkie nadzieje pokładam w Harrym.

Hope POV :
Obudziłam się z okropnym bólem głowy. Nie jadłam nic od momentu w którym się tu znalazłam czyli 4 dni. Było mi zimno, a od wczoraj w Londynie pada i jest chłodno. Od wczoraj wymiotuję, i czuję że mam gorączkę. Tak bardzo chce mi się płakać. Nikt mnie nie słyszy i nikt nie chce mi pomóc. Czułam się jak szmata a nawet jeszcze gorzej. Usłyszałam jak ktoś schodzi. Szybko się okazało że to Kevin.
- Boże Hope jak ty wyglądasz.- Podszedł do mnie i sprawdził czy nie jestem rozpalona.
- Kobieto nic nie chcesz jeść, masz gorączkę i wyglądasz okropnie. – Gadał, ale ja się nic nie odezwałam. Wziął mnie na ręce w stylu panny młodej i zabrał mnie na pierwsze piętro. Położył mnie na łóżku wyszedł z pokoju zamykając mnie na klucz. Nie byłam wstanie się ruszyć ani myśleć normalnie. Nie wiem ile czasu minęło, ale wrócił Kevin i przyniósł mi ubrania na zmianę, tabletkę oraz ciepły ręcznik.
- Jesteś wstanie się sama ubrać ? – Zapytał a ja lekko pokiwałam głową że nie. Blondyn westchnął.
- Prześpij się, jak Louis wróci to cię wykąpie i przebierze, a teraz weź tabletkę, to zbije twoją gorączkę. – Podał mi lek więc połknęłam go i wyszedł z mojego pokoju, a ja oddałam się krainie snów, czyli miejscu gdzie mogę odpocząć.

NOTKA : Kochani kolejny rozdział jutro. Mam nadzieje że się podoba ;)